Reklama

Spór o działki w centrum Czerska. Czy mieszkańcy mogli stracić dostęp do drogi? (FOTO, WIDEO)

Mieszkańcy ulic Szkolnej i 21 Lutego są wściekli, że gmina chciała sprzedać działki w ich sąsiedztwie bez konsultacji z nimi. Do tego miał je nabyć sąsiad. Ludzie jeszcze przed sesją, na której miała być podjęta uchwała o sprzedaży, zaprotestowali. Burmistrz zdjął więc projekt z porządku obrad. 
Na lutowej sesji czerskiej Rady Miejskiej radni mieli podejmować wniesioną przez burmistrza uchwałę o sprzedaży trzech działek gminnych. Wcześniej z propozycją ich kupna zwrócił się do gminy jeden z mieszkańców szkolnej – Sławomir Sijka.


Działki przeznaczone na sprzedaż zaznaczono niebieską linią. 

Uchwała zdjęta
Jeszcze przed sesją do przewodniczącego rady miejskiej wpłynął sprzeciw mieszkańców ulic Szkolnej i 21 Lutego. Apelowali oni do radnych, żeby ci nie podejmowali uchwały. Wymieniali, że jeśli nieruchomości znajdą się w prywatnych rękach, oni będą mieli utrudniony dostęp do swoich posesji, a w przyszłości, w przypadku podziału ich działek, nie będą mieli do nich dojazdu. Przekonywali, że sprzedaż znacznie ograniczy możliwość gospodarowania ich nieruchomościami. 
Mieszkańcy podkreślali, że nie wiedzieli nic o planowanej sprzedaży gruntów. Na sesji radny Krzysztof Przytarski pytał burmistrza Czerska dlatego nie skonsultował tej sprzedaży z mieszkańcami. Daniel Szpręga wprost nie odpowiedział, ale zdecydował się wycofać uchwałę i zapowiedział zorganizowanie spotkania z mieszkańcami.
Nie zostali poinformowani 
Doszło do niego we wtorek 3 marca. Przyszli na nie mieszkańcy wraz z tym najbardziej zainteresowanym zakupem. – Jeden z właścicieli gruntów miał zamiar uporządkowania nieruchomości w tym miejscu i zwrócił się do gminy z wnioskiem o ich wykup. Burmistrz zamierzał zorganizować przetarg ograniczony dla właścicieli sąsiednich działek – tłumaczyła Małgorzata Janikowska, kierownik wydziału Planowania i Gospodarki. Mieszkańcy obawiali się, że sąsiad ich po prostu przelicytuje. 
– Dlaczego nie zostaliśmy poinformowani, że na działkach ma być geodeta, a później grunty mają zostać sprzedane? – pytała Joanna Kontek. Mieszkańcy mówili, że jedna z działek była drogą, a gmina rok temu zmieniła jej przeznaczenie. 
Działki bez wyjazdu
Kilka lat temu Stanisław Bonin chciał podzielić swoją działkę. Zwrócił się do Zarządu Dróg Wojewódzkich o wyznaczenie wjazdu na jego nieruchomość. – ZDW uznał, że na ulicy Szkolnej jest tak duży ruch, że nie jest to możliwe – mówił mieszkaniec. Drogowcy jako dojazd wskazali działkę gminną – tę, którą samorząd chciał teraz sprzedać. W poprzedniej kadencji samorządowej otrzymał z urzędu nawet pismo, w którym zaznaczono, że docelowa obsługa komunikacyjna jego nieruchomości prowadzi przez gminną działkę nr 440/7. Mieszkaniec mówił, że jeśli gmina sprzeda grunt, on już nie będzie mógł podzielić swojego.


Budynek i brama
Mieszkańcy mówili, że wiele lat temu zgodzili się, żeby sąsiad postawił na gminnej działce, uznawanej jako droga, tymczasową wiatę na materiały budowlane. – To miało być na czas budowy – mówił Czesław Kuliński. Z latami jednak wiata nie zginęła ale zamieniła się na duży garaż. Dodatkowo działka gminna została zagrodzona bramą. Mieszkańcy pytali dlaczego na gminnych terenach stanęły prywatne obiekty. Małgorzata Janikowska stwierdziła, że to nie jest do niej pytanie. Odpowiedział sam zainteresowany. – Byłem jedynym użytkownikiem tych gruntów. Przez 30 lat nikt z nich nie korzystał więc uznałem, że mogę tam pobudować – mówił Sławomir Sijka. 
Sprzedaży nie będzie
Sekretarz urzędu Tomasz Nadolny stwierdził, że gmina będzie wyjaśniać dlaczego prywatne nieruchomości powstały na gminnych gruntach. Burmistrz Daniel Szpręga uznał, że mieszkańcy powinni dogadać się sami. – Jeśli się nie porozumiecie, to nie będzie żadnej sprzedaży – mówił. Wiceprzewodniczący rady Krzysztof Przytarski zapowiedział, że po tym, co usłyszał od mieszkańców, jest przekonany, że radni nie zgodzą się na sprzedaż tych nieruchomości.  

Protest mieszkańców:


 

Reklama