Reklama

Anna Bielawska-Jutrzenka: Każdego dnia przekonuję się, że to była słuszna decyzja

Jak będzie wspominać pracę w CUS? Co stało za decyzją o rezygnacji z pracy w Centrum? W końcu, jak układały się stosunki z czerskimi włodarzami? Rozmowa z Anną Bielawską-Jutrzenką. 
 

BoryTucholskie24.info: W dniu 31 grudnia skończyła się Pani przygoda z czerską pomocą społeczną. Te ostatnie niespełna sześć lat to był udany czas? 
Anna Bielawska-Jutrzenka: Przede wszystkim dzień dobry. Na samym wstępie dziękuję za zaproszenie do rozmowy. Na zadane pytanie odpowiem bez zastanowienia: tak! Był to niezwykle udany czas nie tylko dla mnie, ale myślę sobie, że dla nas wszystkich – całego CUS-owskiego Zespołu, mieszkańców, organizacji. Już to kiedyś powiedziałam, niemniej zaryzykuję i powtórzę raz jeszcze: dziś jest to zupełnie inna jednostka niż ta, jaką zastałam te prawie 6 lat temu. Może trudno w to uwierzyć, ale zanim objęłam stanowisko dyrektora w Czersku, nigdy wcześniej nie byłam w MGOPS-ie, bowiem nie miałam takiej potrzeby (no, poza jednym, małym wyjątkiem). Aby nie wchodzić w szczegóły, powiem ogólnikowo, że zmieniło się wszystko – od infrastrukturalnych warunków pracy po to, co najważniejsze, pracy w zespole. To sobie cenię najbardziej.
Podczas uroczystości związanej z pożegnaniem Pani z pracownikami widać było, że tworzycie zgrany zespół. 
Anna Bielawska-Jutrzenka: Tak! Ogromnie dziękuję też za obecność Waszego portalu, sprawiło mi to niemałą niespodziankę. To bardzo miłe móc zobaczyć, ile osób Cię wspiera, jest z Tobą, kibicuje Tobie. Chciałam, by ten kolejny (ale na pewno nie ostatni) raz pobyć razem, porozmawiać, pożartować, zrzucić z siebie ten ciężar odpowiedzialności za drugiego człowieka, czego doświadczamy w naszej codziennej pracy. Wcześniej tego dnia mieliśmy wspólne spotkanie wigilijne całej naszej społeczności włączając w nią Seniorów – uczestników naszych placówek wsparcia. Takie wydarzenia organizowaliśmy corocznie, niemniej tym razem naprawdę płynęły łzy. Nie chciałam, by ta uroczystość miała patetyczny charakter, nie lubię blichtru. Dlatego wśród osób, które mi wówczas towarzyszyły były te najbliższe związane ze mną zawodowo. Zatem byli przedstawiciele CUS-ów w województwie pomorskim, Zarząd Pomorskiego Forum Pomocy Społecznej, przedstawiciele ROPS-u z Gdańska, różnych jednostek organizacyjnych pomocy społecznej i wielu innych. Muszę podkreślić, iż największą niespodziankę, której nie zapomnę do końca moich dni, sprawił mi właśnie mój zespół. To są wspaniali ludzie! Będzie mi ich brakować, wspólnej codziennej kawy, rozmów, burzy mózgów, pomysłów, ich kreatywności i niezwykłego zaangażowania w codzienną pracę. To oni sprawiali, że każdego dnia zwyczajnie chciało się rankiem wstać z łóżka. Dziękuję to chyba za mało….
Decyzja o odejściu z CUS w Czersku była Pani decyzją. Jednak na pewno nie łatwą. Co przesądziło o tym, że zrezygnowała Pani z kierowania Centrum? 
Anna Bielawska-Jutrzenka: Tak! Moja, przemyślana i bardzo trudna do podjęcia. Każdego dnia jednak utwierdzałam się w przekonaniu, że słuszna. Ciężko tak w jednym zdaniu podać powody, zresztą już je zasygnalizowałam na bodaj wrześniowej sesji. Ja jestem człowiekiem czynu, zadaniowcem. Cenię sobie współpracę przez duże „W”. Nie wyobrażam sobie, abym moim współpracownikom nie odpisała na ani jednego (spośród wielu) wysłanych maili, abym nie znalazła czasu dla nich zwłaszcza wtedy, kiedy chcą porozmawiać prywatnie, nie zawodowo… Hm, powiem teraz coś, czego chyba nigdy nie mówiłam, a co właśnie zaświtało mi w głowie: zostałam inaczej wychowana; strasznie boli mnie hejt. Nie pamiętam, aby w ostatnich latach tyle było wzajemnej niechęci, obelg, komentowania w sposób nienawistny. Nie chcę być tego częścią! Ja nigdy nie wypowiedziałam się, bynajmniej publicznie, jakkolwiek źle o moich poprzednikach dyrektorach. Mało tego: wielokrotnie powtarzałam, że to zespół jest fundamentem tej czy innej jednostki, bo dyrektor dzisiaj jest ten, jutro może być inny. Trzeba mieć naprawdę twardy charakter, mocną głowę i miękkie serce, by zasiąść na tym krześle. To bardzo niesprawiedliwe, kiedy słyszę tyle nieprawdziwych komentarzy na mój czy innych temat. Ostatnio usłyszałam, że aby być dyrektorem CUS-u wystarczy, zacytuję: „pójść do fryzjera i pomalować paznokcie”. Zabawne, co? To ja odpowiem: powodzenia! Po wyborach naprawdę zadziało się coś niedobrego wśród naszej lokalnej społeczności. Bardzo się podzieliliśmy. Nagle osoby, z którymi przez wiele lat współpracowałam odwróciły się, nie odpowiadają „cześć”, „dzień dobry”. Ale ja im i każdemu z osobna życzę jak najlepiej, naprawdę.  Chcę odejść z podniesioną głową i tak też czynię.
Jak układała się współpraca z urzędem miejskim? Z burmistrzem Czerska?
Anna Bielawska-Jutrzenka: Rozumiem, że chodzi o obecnego Burmistrza? Cóż… Inny styl zarządzania czy współpracy. Nie chcę oceniać, naprawdę. Życzę jak najlepiej, zwłaszcza, że znaliśmy się wcześniej prywatnie. Chciałabym móc ocenić po latach, że za tej kadencji zrobiono co najmniej tyle, co za poprzedniej. Nie powinniśmy oglądać się za siebie, a iść do przodu. A ja odnoszę wrażenie, że komentujemy i cały czas rozliczamy poprzednią władzę. Ba, dobrze, że jest co rozliczać. Przepraszam, generalizuję, mówię „my”, bowiem nie chcę nikogo wskazywać, a tym bardziej urazić.  Mogę natomiast wypowiedzieć się na temat współpracy z Panem Przemysławem Bieskiem-Talewskim czy Panią Bogumiłą Ropińską, bo to z Nimi współpracowałam całe 5 lat. I to jest dla mnie wartość nieoceniona – móc uczyć się od tak doświadczonych samorządowców, którzy obdarzyli mnie zaufaniem, dali ogromną przestrzeń do samorozwoju, ale też podniesienia rangi naszej jednostki na arenie ogólnopolskiej. Z dumą opowiadałam o Czersku, o tym, co się u nas dzieje, bowiem uważam, że jako dyrektorzy taką swego rodzaju politykę powinniśmy uprawiać. Zresztą, godne reprezentowanie jednostki na zewnątrz jest naszym zadaniem. 
Kiedy obejmowała Pani stanowisko, była Pani dyrektorem MGOPS-u w Czersku. Później powstał CUS. Po drodze było jeszcze kilka ważnych projektów. Proszę wymienić te, z których jest Pani szczególnie zadowolona. 
Anna Bielawska-Jutrzenka: Szczególnie zadowolona? (śmiech) Szczególnie zadowolona jestem z całokształtu, z ludzi, mieszkańców, zespołu, partnerów, współpracowników. Dumna jestem, że mogliśmy przyjąć tyle wizyt studyjnych z różnych stron Polski. Że o CUS-ie w Czersku każdy polityk społeczny słyszał! Że piszą o nas w wielu publikacjach! Tutaj uczynię sobie małą reklamę: ukazał się kolejny tom, już IV zatytułowany „Portrety w polityce społecznej”, w którym prezentowane są sylwetki znakomitych naukowców, praktyków właśnie z dziedziny polityki społecznej i również można tam znaleźć moją osobę i wywiad ze mną. To taka mała dygresja w kontekście mojej „nieskromności”. Wracając do zadanego pytania, naprawdę ciężko wskazać projekty, z których jestem szczególnie zadowolona. Braliśmy udział w każdym możliwym programie rządowym, jako jednostka gminna pozyskiwaliśmy chyba najwięcej środków zewnętrznych. Zawsze będę wspominała wspólny wyjazd z ekipą i seniorami z Dziennego Domu „Senior+” do Warszawy, ale też projekt uruchomienia Klubów seniora i Punktów wsparcia rodzin na obszarach wiejskich, wycieczkę na kilka autokarów do parku wodnego „Suntago”. Dumna jestem z otwarcia Spółdzielni Socjalnej „Razem można więcej” w Czersku. Może wspomnę o tych, które już za chwilę, jak choćby kolejne punkty dla rodzin i dzieci na obszarach wiejskich, jak dyżury logopedy dla każdego mieszkańca miasta i gminy Czersk. Mieliśmy plan uruchomienia Klubu Młodzieżowego „Lokomotywa” z mini siłownią, kinem, ścianką wspinaczkową w niewyremontowanej części dworca. Myśleliśmy o centrum wytchnieniowym dla rodzin z problemem niepełnosprawności i już na to również mieliśmy lokalizację. I wiele, wiele innych. Życzę powodzenia w realizacji tych, czy kolejnych zadań moim następcom. Będę bacznie obserwować i kibicować.
W ciągu ostatnich lat organizowaliście też wiele akcji społecznych. To taka dodatkowa działalność. 
Anna Bielawska-Jutrzenka: Tak. CUS w swoich ustawowych zadaniach oprócz realizacji i koordynacji usług społecznych ma też wpisane tzw. działania wspierające. Zakres ich jest szeroki, niedowiarkom zawsze mówię, by zajrzeć do ustawy o realizowaniu usług społecznych przez centrum usług społecznych i odszukać w niej choćby artykuł drugi. Mamy tutaj wskazanie na m.in. kulturę, oświatę, profilaktykę zdrowia, ochronę zdrowia psychicznego, kulturę fizyczną, itp. Stąd też nasze pomysły na aktywizację i integrację społeczeństwa przez choćby bicia Rekordów Polski, różnego rodzaju kampanie profilaktyczne organizowane z coraz częstszym udziałem młodzieży przez Ośrodek Profilaktyki Rodzinnej, konferencje, szkolenia, organizacje imprez, i tak dalej.
Wiemy, że zmienia Pani pracę oraz środowisko. Czego będzie Pani najbardziej brakowało? 
Anna Bielawska-Jutrzenka: Wszystkiego! Czerska, ludzi, rodziny, przyjaciół, ekipy cusowskiej… Ale ja nie znikam na wieki wieków (śmiech). Przede mną nowe wyzwania, których już nie mogę się doczekać. Naprawdę. Wszystko dzieje się po coś i to moje „coś” właśnie się zaczyna.
Dziękuję za rozmowę
Anna Bielawska-Jutrzenka: Ja również! Korzystając z okazji dziękuję wszystkim za cudowny, wspólny czas. Jestem tylko i aż człowiekiem, więc jeżeli komukolwiek nie zdołałam pomóc, wesprzeć, nie znalazłam czasu na rozmowę, przepraszam! Obiecuję poprawę! Wszystkiego najlepszego dla wszystkich!

 

Reklama