Reklama

Hodowcy byli pod bramą firmy. Kupujący wyszedł z nimi rozmawiać. Co usłyszeli? (FOTO)

W poniedziałek w Sartowicach doszło do spotkania rolników, którzy nie otrzymali zapłaty za bydło, z właścicielem firmy skupującej. Ludzie domagali się zwrotu pieniędzy. Jacek Sadowski (wyraził zgodę dla naszej redakcji na publikację nazwiska i wizerunku) przekonywał, że wszystkich chce spłacić i dlatego w jego firmie trwa właśnie restrukturyzacja. Na koniec powiedział nam, że został okradziony i że odwiedzili go ludzie z bronią.
50 tys. zł, 137 tys. zł czy nawet 275 tys. zł – to tylko kilka kwot, które podawali nam rolnicy pod bramą zakładu skupującego bydło w Sartowicach pod Świeciem. Ludzie przyjechali domagać się od właściciela swoich pieniędzy. Było dużo emocji. Na miejsce przyjechało kilka radiowozów policji.
Interwencja policji 
Hodowcy bydła, którzy spotkali się w zeszłym tygodniu w Czersku, umówili się na wspólny przyjazd do Sartowic, pod siedzibę firmy, która skupowała od nich bydło i od marca nie płaci za żywiec. Na miejscu zebrało się około 50 osób. Pojawiła się też policja. Najpierw przyjechał jeden radiowóz, który wezwali pracownicy firmy skarżąc się na tarasowanie bramy wjazdowej. Tego policja na miejscu jednak nie potwierdziła. Później dojechało kilka radiowozów z zastępcą komendanta powiatowego ze Świecia na czele. – Musimy zadbać o bezpieczeństwo obu stron tego sporu – mówił Krzysztof Siwa.
Co mówił właściciel?
Policjanci interweniujący na miejscu przekazali rolnikom informację od właściciela firmy. On sam zadeklarował, że po przyjeździe do firmy porozmawia z hodowcami bydła. 
Mężczyzna wyszedł do protestujących. Przekonywał ich, że chce wszystkich spłacić (zobacz film). Od 20 maja firma jest w restrukturyzacji. – Może to potrwać jeszcze trzy miesiące – tłumaczył. Później, jeśli hodowcy pójdą na takie rozwiązanie, otrzymają 60-70 procent swoich pieniędzy. Mogą też dochodzić całość w sądzie. 


Za co żyć?
Ludzie jednak przekonywali, że oni potrzebują pieniędzy tu i teraz. – Mam 400 tys. zł kredytu na cielaki. Muszę spłacać raty. Bank się nie pyta z czego – skarżył się jeden z poszkodowanych. Inny mówił, że gdyby nie pomoc dzieci, to nie miałby co jeść. Właściciel zapewniał, że chce każdego spłacić. – Mam majątek, który jest warty cztery miliony złotych. Nie chowam go, nie uciekam z nim – mówił. – Chcę usiąść do stołu i rozmawiać. Może nawet w KOWR-ze – zapewniał. – Za co pan je, skoro nie ma pan pieniędzy na spłatę rolników – pytali. Przedsiębiorca mówił, że utrzymuje się teraz z renty żony. 
Pośrednicy 
Przedsiębiorca przekonywał, że on też jest poszkodowany. Wskazywał na pośredników. Między innymi Daniela Ossowskiego z Czerska. Zobacz artykuł. Sadowski twierdzi, że pośrednik, jego były pracownik, dogadywał się ze sprzedającymi za jego plecami. Zebrani zażądali więc konfrontacji z pośrednikiem. Do takiej ma dojść jeszcze w tym tygodniu.
Kradzież i ludzie z bronią
Rolnicy zgodzili się na dalsze rozmowy ich reprezentantów ze skupującym. On sam mówił nam, że musi dbać o swoje bezpieczeństwo. – W weekend zostałem okradziony. Wyprowadzono sprzęt za 1,5 mln zł. Wszystko zarejestrowały kamery – pokazywał zdjęcia z monitoringu. Złożył w tej sprawie zawiadomienie na policji w Świeciu. Mówił też, że odwiedziło go dwóch mężczyzn z bronią przy paskach. Pokazali mu fakturę jednego z wierzycieli i zażądali pieniędzy. – Nie zapłaciłem. Poradziłem z tym sobie – przekonywał. 
Rolnicy zapowiadają zawiadomienie do prokuratur w swoim regionie. Te systematycznie spływają do organów ścigania. Są to osoby z powiatów tucholskiego, chojnickiego, świeckiego, grudziądzkiego, sępoleńskiego, starogardzkiego, bytowskiego, człuchowskiego czy chełmińskiego. 


 

Reklama