Reklama

Pielgrzymowanie na Jasną Górę – droga serca (FOTO)

Pod koniec lipca w drogę na Jasną Górę wyruszyła 34. Piesza Pielgrzymka Diecezji Pelplińskiej, podzielona na cztery grupy: kaszubską, tczewską, chojnicką i kociewską. Wśród pielgrzymów znalazła się Patrycja Linda z grupy chojnickiej, zrzeszającej parafian głównie z powiatu chojnickiego i tucholskiego. Przez niemal dwa tygodnie uczestnicy pokonywali kolejne kilometry, nocując w remizach i szkołach, by 13 sierpnia dotrzeć na Jasną Górę. Patrycja, która pasjonuje się fotografią, uwieczniała na zdjęciach wiele chwil z tego wyjątkowego czasu. O tym, jak wyglądała ta droga serca – opowiada w swojej relacji poniżej.

Relacja Patrycji Lindy
Pielgrzymka na Jasną Górę to nie tylko pokonywanie kilometrów. To droga serca – wypełniona modlitwą, śpiewem, wzruszeniami i niezwykłymi spotkaniami. Każdy dzień przynosił nowe doświadczenia i emocje, które trudno opisać, a jeszcze trudniej zapomnieć.

Od pierwszych kroków czuliśmy, że idziemy razem – jak jedna wielka rodzina. Na trasie spotykaliśmy ludzi o ogromnych, otwartych sercach, którzy przyjmowali nas jak swoich bliskich. Oferowali nam dach nad głową, ciepłą wodę do kąpieli, miejsce przy stole i uśmiech, który mówił więcej niż tysiąc słów. Było w tym tyle życzliwości, że czasem łza sama pojawiała się w oku. Byłam w głębokim zdumieniu, że jest tylu wspaniałych, serdecznych ludzi – w ich spojrzeniach widać było wzruszenie, jakby nasza obecność poruszała w nich coś wyjątkowego.

Pielgrzymując, często dostawaliśmy jedzenie po drodze. Niekiedy były to kanapki, czasem owoce, naleśniki, aromatyczne zupy, a nawet pełne obiady, jak w najlepszym domu. Wspólne posiłki na poboczu drogi smakowały inaczej – były przesiąknięte troską i dobrocią tych, którzy je przygotowali.

Naszą trasę wypełniały też przygody, o których będziemy opowiadać jeszcze przez lata. Szło z nami ośmiu księży, trzech kleryków, diakon oraz siostra zakonna – byli dla nas duchowym wsparciem, a przy tym potrafili rozbawić, wprowadzając pogodny nastrój i radość.

Nie można zapomnieć o muzycznych – wędrowali z nami, grając na instrumentach i śpiewając pieśni. To prawdziwa sztuka: iść, grać i śpiewać przez wiele godzin dziennie. Wymagało to siły, wytrwałości i ogromnego serca.

Nasi kierujący ruchem byli niezrównani – czuwali nad naszym bezpieczeństwem, biegając nieustannie w przód i w tył, zatrzymując samochody, wskazując kierunek, a przy tym zachowując spokój i opanowanie. Dzięki nim mogliśmy iść bezpiecznie i pewnie, czując się zaopiekowani.

Kwatermistrze, którzy dbali o noclegi, stanęli na wysokości zadania – czasem musieli wykazać się prawdziwą kreatywnością, by znaleźć wszystkim miejsce pod dachem. Baza była naszym zapleczem – dostarczała wodę, przewoziła podręczne plecaki, które w upale potrafiły ciążyć jak kamienie. W Bazie również można było zakupić koszulki, bransoletki, chusty i inne gadżety pielgrzymkowe.

Bagażowy miał swój żelazny porządek – walizki i torby układał w równych rzędach, tak że każdy od razu widział swój bagaż. Sprawność działania była tu imponująca.

Medyczni – bez nich wielu z nas nie przeszłoby połowy trasy. Leczyli pęcherze, łagodzili bóle mięśni, opatrywali otarcia. A fizjoterapeuta, który nawet w czasie krótkich przerw naklejał taśmy czy masował zmęczone mięśnie, robił to mimo własnego zmęczenia – to był prawdziwy dar z siebie.

Była też nasza Ania, która organizowała transport dla tych, którzy osłabli w drodze. Dzięki niej nikt nie został sam ze swoim kryzysem.

A nad tym wszystkim czuwał nasz przewodnik, ksiądz Mateusz Pryczkowski – człowiek, który myślał o wszystkim: od noclegów, przez postoje, po codzienny plan i bezpieczeństwo. Potrafił kierować ludźmi tak, by każdy czuł się potrzebny i wiedział, co robić.

To był czas piękny, pełen wzruszeń, radości i duchowego wzrostu. Pielgrzymka nauczyła nas, że na świecie jest więcej dobra, niż czasem potrafimy dostrzec, a ludzkie serca – jeśli tylko się otworzą – potrafią dać więcej, niż byśmy się spodziewali.

Poniżej fotorelacja Patrycji Lindy.

Reklama