Reklama
Reorganizacją szkół w gminie Tuchola zajmie się sąd administracyjny
Radni z Tucholi podjęli decyzję o wniesieniu skarg do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w sprawie negatywnych decyzji ministerstwa dotyczących likwidacji dwóch szkół. – Sytuacja demograficzna i finansowa w oświacie jest coraz gorsza. Nie można złamanej nogi owinąć bandażem i tak chodzić – mówił radny Adam Brzoszczyk, który przekonywał, że gminę prędzej czy później czeka likwidacja placówek.
W lipcu Ministerstwo Edukacji podjęło decyzję o utrzymaniu w mocy zaskarżonego przez gminę postanowienia Kujawsko-Pomorskiego Kuratorium Oświaty, które negatywnie zaopiniowało likwidację szkół w Stobnie i Kiełpinie. Dziś (19.08) rada miejska postanowiła zaskarżyć te decyzje do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie. – Argumenty ministerstwa nas nie przekonują. Oni tam w Warszawie nie wiedzą, jak wygląda sytuacja w mniejszych gminach. Nie zgadzają się na likwidację szkół, a my tu musimy radzić sobie sami – mówił burmistrz Tucholi Tadeusz Kowalski.
Złamana noga i bandaż
Jak mówiła radca prawna ratusza, odpowiedź z ministerstwa powinna przyjść po 30 dniach. W Tucholi czekali na nią trzy miesiące. Oznacza to, że do początku zbliżającego się roku szkolnego na pewno w organizacji gminnej oświaty nic się nie zmieni. Burmistrz przekonywał, że to zła sytuacja dla gminnych finansów, bo ratusz co roku sporo do szkół dokłada. Połączenie czterech szkół w dwie miało przynieść milionowe oszczędności. – Wiadomo, że dzieci w szkołach jest coraz mniej. Prędzej czy później w gminie trzeba będzie likwidować placówki – przekonywał radny Adam Brzoszczyk. – Jeśli teraz nie podejmiemy takich działań, to co będzie za kilka lat? Jaką sytuację finansową zostawi po sobie ta rada i burmistrz swoim następcom? Przecież nie można złamanej nogi podwiązać bandażem i tak chodzić – podkreślał.
Wysokie koszty
Wywiązała się dyskusja pomiędzy burmistrzem i radną Barbarą Drewczyńską, która od początku jest przeciwna likwidacji. Tadeusz Kowalski tłumaczył dlaczego reorganizacja dotyka szczególnie szkół na wsi. W mieście kształcenie jednego ucznia kosztuje od 19 do 30 tys. zł rocznie. W Kiełpinie 40 tys. zł, a w Stobnie aż 60 tys. zł. – Demografia wygląda tak, że nie jest wykluczone, że za kilka lat będziemy musieli rozmawiać o likwidacji jednej ze szkół w mieście – dodawał Adam Brzoszczyk.
Dzieci do szkół w Stobnie i Kiełpinie pójdą od pierwszego września. Decyzja ministerstwa i skarga ratusza do WSA oznacza, że cały proces reorganizacji będzie najpewniej wszczynany od nowa.