Reklama

Sto kilometrów we włoskich górach. Zrobił to. Tomasz Krygowski przebiegł ultra w Apeninach (FOTO, WIDEO)

To było największe wyzwanie w jego biegowym życiu. Tucholanin Tomasz Krygowski pokonał 51 edycję biegu „100 km del Passatore”. Znany w regionie instruktor karate i zawodnik drużyny Biegające Śliwice przebiegł górską trasę w nieco ponad 14 godzin.
Do swojego miasta Tomasza Krygowskiego zaprosił znany w Europie sensei karate Claudio Ceruti. – Claudio w tym roku ma 70 lat. Z tej okazji sprezentował mi pakiet startowy i zaprosił do Florencji – mówi Tomasz Krygowski. Obaj panowie znają się od wielu lat. Claudio Ceruti przyjeżdża do Polski regularnie i prowadzi zajęcia z podopiecznymi Tomasza Krygowskiego.
Na ile ten bieg?
Tomasz Krygowski przyjął wyzwanie. Jednak na początku myślał, że jest to bieg na 50 kilometrów. Dopiero po wczytaniu się w regulamin uświadomił sobie, że trasa jest dwukrotnie dłuższa. Jednak skoro się powiedziało a… Zawodnik Biegających Śliwic jeszcze nigdy nie przebiegł dłuższego dystansu. Biegał jednak regularnie. 16 maja, podczas 8. Okonińskiej Pętli, zakończył swoją passę dwóch tysięcy dni biegania codziennie. Z tej okazji otrzymał nawet od organizatorów numer startowy z liczbą 2000.


Przygotowania
Osoby, które stanęły na starcie, na przykład maratonu, wiedzą, że do takiego wysiłku trzeba się odpowiednio przygotować. Tym bardziej do ultra w górach. Trasa z Florencji do Faenzy przez Apeniny to 45 procent biegu lub marszu pod górę, 35 procent w dół i 20 procent po terenie płaskim. Co ciekawe, większość dystansu pokonuje się nocą. Odpowiednie treningi są więc bardzo ważne. Kluczowe znaczenie ma także dobranie odpowiedniego sprzętu i zaplanowanie odżywiania. Trzeba zabrać ze sobą żele energetyczne, korzystać z punktów żywienia, gdzie są napoje izotoniczne czy przygotowane przez organizatorów posiłki. Konieczne było zabranie ze sobą dobrej czołówki, która oświetlała drogę w nocy.
Podróż z przygodami 
Nie ma co ukrywać, ze takie starty, tym bardziej debiutanckie, stresują biegaczy. Tomasz Krygowski nie ukrywa, że już kilka tygodni przed biegiem zaczął się denerwować. Stresogenna była też podróż. Samolot na lotnisku w Gdańsku miał spore opóźnienie. Wywołało to lawinę kolejnych niedogodności. Trzeba było między innymi wynająć ponownie samochód, bo rezerwacja przepadła. Wszystko odbywało się naprędce. Tomasz Krygowski wpadł na linię startu 10 minut przed sygnałem do rozpoczęcia biegu.
Kryzysy i zaciskanie zębów
Biegacz z Tucholi na szczęście mógł liczyć na wsparcie bliskich. Przed imprezą pomagali w przygotowaniach i pojechali z nim do Florencji. Mieli podawać mu żele i napoje na punktach żywieniowych. Wcześniej wszystko dokładnie zaplanowali. Jednak na trasie był już sam. Jak przyznaje, pierwszy kryzys pojawił się już w pierwszej części dystansu. Przetrwał go jednak. Później był punkt żywieniowy przed dłuższą wspinaczką. – Moja Magda miała przejść ze mną kawałek, żeby mnie wspierać. Okazało się, że pokonaliśmy wspólnie 20 kilometrów – mówi. W połowie trasy można było zmienić koszulkę. Klubowa z Biegających Śliwic została wymieniona, jednak tuż przed metą zawodnik znów ją założył, żeby finiszować w tym właśnie stroju. Sama końcówka też była już trudna. Ból nóg i ogólne osłabienie dawały się we znaki. Na dwanaście kilometrów przed metą znów pojawiło się zwątpienie i myśli o zejściu z trasy. Pomogły wtedy mobilizujące słowa od znajomych. Kiedy oznaczenia kilometrów przed metą zmniejszały się wraz z pokonywanym dystansem, do Tomasza Krygowskiego zaczęło docierać, że jest w stanie to zrobić. Na samej końcówce biegu zapomniał już o bólu i zmęczeniu. Adrenalina i endorfiny zrobiły swoje. Wbiegając na czerwony dywan przed finiszem wyciągnął polską flagę i w koszulce Biegających Śliwic wbiegł na metę, gdzie czekali jego bliscy. – To było wspaniałe uczucie. Najlepsze w mojej biegowej przygodzie. Nie zapomnę tego do końca życia – mówi.


Trzeba dojść do siebie
Tomasz Krygowski ukończył zawody w pierwszej połowie uczestników. Na mecie otrzymał pamiątkowy medal. 
Po biegu wraz z ekipą wrócił do Florencji a później do Polski. Podróż nie była przyjemna. Bolące nogi dawały się we znaki. Na odciski pomagały maści. Jednak każdy biegacz po pokonaniu długiego dystansu wie, że regeneracja trwa kilka dni. Poruszanie się po schodach czy inne codzienne czynności sprawiają wiele trudności. Tomasz Krygowski niedługo po powrocie do Polski pojawił się już na treningu karateków. – Śmiali się, że mnie, że ledwo  chodzę, ale niebawem się zregeneruję i wszystko wróci do normy – mówi. Już w tę sobotę zamierza wystartować w 8. Borowiackiej Dysze w Tucholi. 

Reklama