Reklama

Cios nożem w szyję był śmiertelnym. Tak właśnie miał to zaplanować Mateusz G.

Są wyniki sekcji zwłok zabitego w ubiegły weekend taksówkarza z Czerska. Kazimierz N. zmarł po masywnym krwotoku z żyły szyjnej. Tak właśnie to miał zaplanować Mateusz G. W poniedziałek w sądzie, 27-letni mieszkaniec Czerska, był bardzo agresywny. Żeby nie rzucił się na dziennikarzy musiało trzymać go trzech policjantów.
Jak wykazała sekcja zwłok Kazimierza N. śmiertelnym dla niego było ugodzenie go nożem w szyję. – Doszło do masywnego krwotoku żyły szyjnej – mówi nam prokurator rejonowy Mirosław Orłowski. Mateusz G. miał zadać ten cios poszkodowanemu jeszcze w aucie, kiedy siedział na jego tylnym siedzeniu.
Dwa ciosy w klatkę
Kazimierz N. zdołał jeszcze wysiąść z pojazdu, ale wtedy 27-latek wyskoczył za nim i miał dźgnąć taksówkarza jeszcze dwa razy w okolicę serca. – Sekcja wykazała dwie rany kłute klatki piersiowej – dodaje Mirosław Orłowski.
Przed prokuratorem Mateusz G. przyznał, że zbrodnię planował od miesięcy. W piątek wieczorem pił alkohol z krewnymi. Później zabrał z domu nóż kuchenny i zadzwonił po taksówkę. Śledczym powiedział, że chciał zemścić się na 75-latku. Twierdził, że taksówkarz kiedyś wyrządził krzywdę jakiejś kobiecie. Jednak nie rozwinął tego wątku. Być może taka sytuacja po prostu nie miała miejsca. Po zadaniu poszkodowanemu ciosów nożem zaczął uciekać. Najpierw autem Kazimierza N., później na pieszo. Skontaktował się ze znajomym, któremu zaproponował pieniądze za podwózkę do Gdańska. Z Młynek dotarł do Męcikała, później autem udał się w kierunku Trójmiasta. W Dziemianach pozbył się zakrwawionej odzieży. Prokurator będzie badał czy znajomy Mateusza G. mógł wiedzieć, co 27-latek zrobił kilka godzin wcześniej. Mężczyźni dojechali w okolice Gdańska. Tam zatrzymała ich policja. Mateusz G. miał wtedy w organizmie około pół promila alkoholu.

Mateusz G. Zabójstwo taksówkarza z Czerska
Agresywny
W poniedziałek Mateusz G. był dwukrotnie dowożony przez policję do budynku sądu i prokuratury. Po jego zachowaniu można było wywnioskować, że nie żałuje tego co zrobił. Rano, przed przesłuchaniem w prokuraturze był jeszcze w miarę spokojny. Na pytania dziennikarzy odpowiadał wulgaryzmami. Kiedy funkcjonariusze przywieźli go do sądu ponownie około południa, był już bardzo agresywny. Trzymać musiało go trzech policjantów. Przed drzwiami do sali sądowej trzymali nawet jego nogi, żeby nie próbował kopać dziennikarzy. Na pytanie dlaczego to zrobił odpowiedział: „ch.. ci do tego” lub: „wyp…”. 
Sąd Rejonowy w Chojnicach nie miał żadnych wątpliwości, że Mateusz G. musi trafić do trzymiesięcznego aresztu. Z sądu został przeprowadzony do aresztu śledczego przy ulicy Pietruszkowej. 

Za zabójstwo powiązane z rozbojem grozi mu kara od 15 lat pozbawienia wonności do dożywocia.  
 

Reklama