Reklama
Z Kartuz do Czerska. Ks. Tomasz Mizyk o nowej parafii i nowych zadaniach (WYWIAD)
Od niemal dwóch tygodni w parafii pw. św. Marii Magdaleny w Czersku posługę pełni ks. Tomasz Mizyk. Wikariusz, pochodzący z Chojnic, zastąpił ks. Mateusza Pryczkowskiego, który po pięciu latach pracy w Czersku został skierowany do innej parafii. Choć Czersk nie był dla nowego kapłana miejscem zupełnie nieznanym, sam przyznaje, że dotychczas najczęściej po prostu przez niego przejeżdżał. Teraz rozpoczyna tutaj kolejny etap swojej kapłańskiej posługi. Rozmawialiśmy z ks. Tomkiem tydzień temu.
Ks. Tomasz Mizyk przed przyjazdem do Czerska miał już pewną wiedzę o tutejszej parafii. Znał ją przede wszystkim dzięki ks. Mateuszowi Pryczkowskiemu, z którym przyjmował święcenia kapłańskie w tym samym roku. To właśnie od niego wcześniej słyszał o parafii i działających w niej wspólnotach. - Z księdzem Mateuszem przyjmowaliśmy święcenia w tym samym roku i gdzieś tam trzymamy się razem. Na pewno łatwiej mi tutaj trafić, bo zawsze mogę do niego zadzwonić i o coś dopytać, zapytać o numer telefonu czy o jakąś rzecz, której jeszcze nie wiem. Trochę znałem od niego życie parafii i wspólnoty - przyznaje.
„Na razie jest pozytywnie”
Na jego pierwsze wrażenia wpływa również fakt, że Czersk znajduje się bliżej jego rodzinnych Chojnic niż poprzednie miejsca posługi. - Na pewno jest też taka radość, że to jest bliżej domu rodzinnego. Na razie jest pozytywnie. Nie jestem zszokowany, tylko po prostu pozytywnie to wszystko odbieram - podkreśla.
Sam Czersk nie był mu jednak wcześniej szczególnie bliski. Jak przyznaje z uśmiechem, przez lata głównie przez niego przejeżdżał. Z miejscowością zetknął się nieco bliżej jeszcze jako aktywny harcerz, kiedy znał środowiska działające w Czersku i Łęgu. Na pytanie o pierwsze skojarzenie z Czerskiem odpowiada krótko: laczki - I dodaje ze śmiechem: - Te mistrzostwa tutaj są jeszcze cały czas, nie?
Z Kartuz do Czerska. „Pięć lat to się z ludźmi zżyje”
Przyjście do Czerska oznaczało dla ks. Tomasza również pożegnanie z parafią, w której spędził ostatnie pięć lat. Posługa w Kartuzach była czasem wielu obowiązków, spotkań i pracy ze wspólnotami. Najtrudniejsze w zmianie okazało się więc rozstanie z parafianami. - Na pewno jest przywiązanie do ludzi, do wszystkich zadań, które były, do wspólnot, które się prowadziło i obowiązków, które się miało. Pięć lat to się jednak z ludźmi zżyje - przyznaje. Choć współczesne możliwości komunikacji pozwalają utrzymywać kontakt, ksiądz podkreśla, że przy zmianie parafii potrzebne jest również symboliczne zamknięcie poprzedniego etapu. - To nie jest pożegnanie na zawsze. Dzisiaj można się odwiedzać, można mieć kontakt przez media społecznościowe. Ale jest takie przywiązanie, które trzeba odciąć, zakończyć, żeby tutaj wejść z czystą kartą i rozpocząć coś nowego - mówi.
O tym, jak został zapamiętany w poprzednim miejscu posługi, świadczyły również liczne komentarze i słowa wdzięczności, które pojawiły się w mediach społecznościowych po jego odejściu. Ks. Tomasz odbiera je jako ważny, pozytywny sygnał. - To zawsze jest taki pozytywny feedback. Pokazuje, że zadanie, które gdzieś się wykonywało, zostało dobrze wykonane. Wiadomo, że z tyłu głowy zawsze są jakieś niedociągnięcia, ale jeżeli ludzie mówią, że byłem dobrym księdzem, to znaczy, że swoje zadanie, myślę, wykonywałem dobrze - zauważa. W Czersku nie chce jednak nikogo naśladować ani budować określonego wizerunku. Chce przede wszystkim pozostać sobą. - Każdy ksiądz jest inny. Ja chciałbym być po prostu sobą. Nie chcę nikogo udawać. Taki, jaki jestem, taki chcę być. Jestem otwarty na to, co mnie tutaj czeka i skory do współpracy - deklaruje. Zakres jego obowiązków będzie zależał przede wszystkim od decyzji proboszcza, ks. Krzysztofa Piątkiewicz Jednym z ważnych obszarów jego posługi mają być wspólnoty działające przy parafii.
Z obecnym proboszczem znał się zresztą jeszcze przed przyjazdem do Czerska. Spotykali się przy okazji różnych funkcji, a ks. Piątkiewicz był również przewodnikiem chojnickiej grupy pieszej pielgrzymki na Jasną Górę, z którą ks. Tomasz pielgrzymował jeszcze jako kleryk.
Młodzież, pielgrzymka i nowy rozdział
Ks. Tomasz Mizyk nie ukrywa, że szczególnie bliska jest mu praca z młodzieżą. Doświadczenie zdobywał między innymi podczas pieszych pielgrzymek, a także w duszpasterstwie młodzieży. - Patrząc na moją poprzednią parafię, było trochę tego i trochę tego, ale myślę, że bardziej jestem do młodzieży. Zwłaszcza że były piesze pielgrzymki z młodzieżą. Jestem też zaangażowany w duszpasterstwo młodzieży - mówi. Jednocześnie zaznacza, że jest gotowy również na pracę z innymi grupami. Jeśli otrzyma zadanie prowadzenia wspólnoty małżeństw, spotkań dla narzeczonych czy grup osób starszych, również podejmie się tego zadania.
Jednym z największych wyzwań w pracy z młodymi, jego zdaniem, pozostają dziś telefony, internet i media społecznościowe. Ks. Tomasz wspomina doświadczenia z kolonii organizowanych w Kartuzach, podczas których dzieci oddawały telefony wychowawcom. - Te dzieci bez telefonów są zupełnie inne. Drugiego czy trzeciego dnia nawet zapominały, że te telefony mają, i po prostu uczestniczyły w programie. Media na pewno są więc pewną przeszkodą - zauważa. Problemem jest także tempo życia młodych ludzi, którzy mają coraz więcej zajęć dodatkowych, treningów, kursów i innych obowiązków. Zdaniem księdza sposobem na dotarcie do młodzieży jest przede wszystkim obecność. - Jeżeli ksiądz jest obecny przy tej wspólnocie, to wtedy jest łatwiej. Po prostu trzeba być z młodymi, być ze wspólnotą. W poprzednich parafiach młodzi bardzo cenili to, że ksiądz z nimi jest, że kiedy mają wyjazd, ksiądz z nimi jedzie - podkreśla.
Dla ks. Tomasza ważnym elementem nowego etapu będzie również powrót do chojnickiej grupy pielgrzymkowej. Od przyszłego roku ma zostać jej przewodnikiem, zastępując ks. Mateusza Pryczkowskiego. Będzie to dla niego powrót do grupy, z którą jest związany od lat i której, jak mówi, wiele zawdzięcza. Do tej pory odbył około siedemnastu pielgrzymek na Jasną Górę. Dziewięć z nich związanych było z grupą chojnicką, a przez ostatnie osiem lat pielgrzymował z grupą kaszubską. Przez ostatni czas był jej przewodnikiem. - Wracam do grupy, na której się wychowałem i której wiele zawdzięczam. Pewnie jest to już inna grupa niż osiem lat temu, ale są też pielgrzymi, którzy wtedy razem ze mną pielgrzymowali - mówi. Jak się okazuje, jego powrót do Chojnic nie jest całkowitym przypadkiem. Jeszcze jako diakon, żegnając się z grupą, usłyszał od ówczesnego przewodnika, że być może kiedyś do niej wróci. - Wtedy ksiądz proboszcz (przyp. red. Krzysztof Piątkiewicz jako przewodnik grupy chojnickiej) mówił: „Nie żegnaj się, bo może za parę lat do tej grupy wrócisz”. No i faktycznie tak jest. Mam teraz wrócić jako przewodnik grupy chojnickiej - wspomina.
„Każdy ksiądz jest inny”
Nowy wikariusz przyznaje, że trudno mu wskazać jedno konkretne hobby. W czasie pięciu lat spędzonych w Kartuzach wolnego czasu nie miał zbyt wiele, dlatego nawet zwykły spacer był dla niego formą odpoczynku. Ostatnio udało mu się częściej korzystać z roweru, a po przyjeździe do Czerska znalazł też czas na film. - Takiej szczególnej pasji czy zainteresowania nie mam. Robię wszystko po trochu - mówi z uśmiechem. Zmiana parafii oznacza również przejęcie części obowiązków po ks. Mateuszu Pryczkowskim. Obaj kapłani znają się od lat i, jak podkreśla ks. Tomasz, fakt ten może ułatwić mu wejście w nowe środowisko. Podczas wręczania dekretów zmian personalnych siedzieli obok siebie. Wtedy też biskup Ryszard Kasyna żartobliwie zauważył, że księża będą wymieniać się zadaniami. Jednocześnie ma świadomość, że przejęcie obowiązków po kapłanie, który przez pięć lat mocno angażował się w życie parafii, może być wymagające. - Mateusz był tutaj zaangażowany, żywy i ambitny. Każdy ksiądz jest jednak inny. Spróbuję po prostu podejść do swoich zadań po swojemu - mówi.
Pochwalił media społecznościowe parafii
W pierwszych dniach zwrócił również uwagę na sprawnie działającą komunikację parafii w mediach społecznościowych. Pozytywnie ocenił aktywność parafialnego Facebooka, sposób prezentowania wydarzeń oraz współpracę przy przygotowywaniu materiałów i fotografii. Zauważył, że w poprzedniej parafii część podobnych obowiązków związanych z komunikacją medialną spoczywała także na nim, dlatego tym bardziej docenia fakt, że w Czersku ten obszar jest już dobrze zorganizowany i aktywnie prowadzony.
Sprawdź czego ksiądz życzy sobie i mieszkańcom Czerska na początku tej wspólnej drogi i co chciałby ksiądz, żeby mieszkańcy Czerska powiedzieli o księdzu Tomaszu za rok: